Rose POV
Gdy rano się obudziłam od razu pobiegłam do pokoju aby
sprawdzic czy Carly już odnalazła niespodziankę, którą dla niej przygotowałam.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tylko pustą przestżeń. Gdy już chciałam wychodzić
moją uwagę przykuła plama krwi na podłodze. Zaczęłam zastanwiać się do kogo
mogła należeć ta krew i co konkretnie się tutaj wydarzyło kiedy ja sobie słodko
spałam, Machnełam ręka lekceważąco i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Szybko
zadzwoniłam do Rayana.
*ROZMOWA TELEFONICZNA*
-Hej! Nie wiesz co się dzieje z Carly?
-Nie
mam pojęcia. A ty nie wiesz może co z Justinem?
-Romansuje
z Carly. W jej pokoju znalazłam kałużę krwi. Spróbuj dodzwonić się do Justna.
Ok? On na pewno wie co się z nią dzieje. Rano byli razem.
-Jezu.
Krew?! Ty a może ona okres ma?
-Weź
nie świruj tylko dzwoń do Justina.Pa.
–Pa. Ale ja
serio mówie
.
*KONIEC ROZMOWY TELEFONICZNEJ*
Wiedziałam, że on jest durniem ale nie wiedziałam, że aż
takim tempym. Chwile później dostałam sms:
Rayan ``Justin nie odbiera ale od informatorów wiem, że jest
w szpitalu na Wall Street``
Ja ``Dzięki. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć.``
Justin`s POV
Carly obudziła się koło 16:00 a ja cały czas czekałem aż się
do mnie odezwie.
-Musimy pogadać.-Wreszcie usłyszałem jej głos.
-Dobrze. Ale o czym?-Podniosłem brwi.
-O
tym.-Pokazała na stolik obok okna.
Głośno przęłknąłem ślinę wiedząc, że to może być mój a
raczej nasz koniec.
-Ja..No..Ten..-Podrapałem się w kark. –No
co? Masz mi to wytłumaczyć albo z nami koniec.
–Carly,
nie! Nie możesz tego zrobić!
-Ja?
JA, nie mogę tego zrobić? Ogarnij się chłopie. To nie ja liże się z najlepszym
przyjacielem mojego chłopaka. Więc ogranij dupe i gadaj o co w tym wszystkim
chodzi!
-Ale
ty jesteś!-Skrzyżowałem ręce na piersi i przewróciłem oczami.
–Wyjdź stąd!
Słyszysz.-Krzyknęła.
Odwróciłem się i
postawem jedną nogę za drzwiami gdy powiedziała cicho:
-Z nami koniec.
Jstin`s POV
Te dwa słowa przez resztę dnia dręczyły mnie i nie dawały
spokoju. Jak ona mogła nam to zrobić. ``Z nami koniec``. Mój świat przestaje
mieć jaki kolwiek sens. Moje istnienie jest nieuzasadnione. Wolałbym nie żyć
niż żyć bez Carly. Kocham mojego skarba nad życie. Ehh.. powiedziałem mojego
prawda? Taa.. już nie tak całkiem mojego. Zalewałem się łzami.
__________________________________
Mam nadzieję, że się podobało. :)
Jak myślicie co będzie dalej, piszcie w komentarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz