poniedziałek, 30 grudnia 2013

One



Carly`s POV

Dzień jak co dzień, budzik jak zwykle zadzwonił o 7:00, więc miałam aż godzinę do rozpoczęcia zajęć. Przecierając oczy podniosłam się z łóżka i podreptałam do łazienki w tempie zombie. Na szafce obok umywalki leżały przygotowane poprzedniego dnia ubrania. Założyłam na siebie czerwone rurki i czarną bluzę z napisem SWAG. Następnie umyłam zęby, zwilrzonym wacikiem przetarłam skórę na twarzy, nałożyłam podkład i tuszem do rzęs dopełniłam swój makijaż. Sprawdziłam jeszcze raz czy w mojej torbie znajdują się wszystkie potrzebne na dzisiaj rzeczy. Założyłam ją na ramię i poszłam do kuchni gdzie czekali na mnie wszyscy domownicy. Z uśmiechem na ustach przywitała mnie moja przyrodnia siostra a za razem najlepsza przyjaciółka, Rose.

-Witajcie, co dzisiaj na śniadanie?- Spytałam z ciekawością                                                                                                                                                                                                                                     -O, Carly już wstałaś! Specialnie dla ciebie usmażyłam naleśniki i wycisnęłam sok ze świerzych pomarańczy.
- Odparła Maria , moja przyrodnia mama , zdejmując naleśnika z patelni na talerz następnie mi go podając.                                                                                                                                                                                                                                                       -Dziękuję, jesteś wspaniała Mario.-Powiedziałam całując ją w policzek.

Szybko uwinęłam się ze śniadaniem i pomknęłam na  autobus razem z Rose i moim rodzonym bratem Zackiem. Na przystanku czekał również gang który przez dwa lata rządził Stratford. Rose od razu podbiegła do Rayana z którym się przyjaźniła. Ja starałam się trzymać od nich z daleka. W szkole byłam prymuską i nie chciałam sobie popsuć dobrej opnii nauczycieli.

-Hej, chłopaki!- Krzyknęła biegnąc w ich stronę.                                                                                                                                                                                                                                                 -Cześć!- powiedzieli chórem. 
                     
Przyglądałam się im z bezpiecznej odległości, gdy nagle z tansu wyrwał mnie nadjeżdżający autobus.  Gdy się zatrzymał wszyscy do niego wsiedliśmy i ruszyliśmy w stronę szkoły. Przez  całą drogę słuchałam różnego rodzaju piosenek przez słuchawki. Zamknęłam oczy, aby wsłuchać się w muzykę. Poczułam, że ktoś siada obok mnie i spowrotem zeszłam na ziemię. Był to Jack, szkolny podrywacz, który zawsze działał mi na nerwy. Odwróciłam się do okna aby nie musieć na niego patrzeć. Chwilę później autobus zatrzymał się przed szkolnym budynkiem. Zaczęłam zmierzać w stronę drzwi wejściowych gdy poczułam, że ktoś łapie mnie za tyłek. Gdy się odwróciłam zobaczyłam śmiejących się chłopaków w towarzystwie Rose i Jacka. Na mojej twarzy od razu pojawił się rumieniec. Mój brat  błyskawicznie  wkroczył do akcji.

-Co wy odwalacie?- Krzyknął , popychając Jacka.                                                                                                                                                                                                                                               -Ej! Dobra, spokojnie. Po prostu twoja siostra to niezła laska.- Powiedział ze swoim słynnym, łobuzerskim uśmieszkiem.

 Parsknęłam śmiechem, gdy nagle poczułam na sobie wszystkie pary oczu. Zack odwrócił mnie w stronę drzwi i weszliśmy razem do głównego korytarza. Chwilę póżniej znaleźliśmy się w sali przyrodniczej. Jak zwykle na lekcji geografii usiadłam w ławce przy oknie razem ze szkolnym śmierdzielem. Byłam na niego skazana, ponieważ nikt inny nie miał ochoty ze mną siedzieć. Lekcja zdawała się nie mieć końca a smród kolegi z ławki nie pozwalał mi się skupić. Myślałam o wszystkim oprócz o tym, o czym mówiła Pani Marshal. Nagle usłyszałam:

-Carly Anne Jones, powtórz to co przed chwilą powiedziałam!- Krzyknęła w moją stronę ze srogim wyrazem twarzy.                                                                                                                                              -Yyy…No…Yyy- Jąkałam się strasznie a cała klasa wpatrywała się we mnie uważnie. 

 –Dobrze. W takim razie zostaje Pani dzisiaj po lekcjach, Panno Jones.-Powiedziała z bardzo irytującym wyrazem twarzy-A teraz skup się na lekcji!

Przewróciłam oczami i wydałam z siebie cichy śmiech za oznaką pogardy. 10 minut późniejzadzwonił  dzwonek puszczając nas na przerwę. Musiałam przetrwać  jeszcze pięć nudnych lekcji. Już chciałam wychodzić ze szkoły gdy nagle Pani Marshal zatrzymała mnie, przypominając o dzisiejszej kozie.



__________________________________


I jak się podoba pierwszy rozdział? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz