Carly`s POV
Dzień jak co dzień, budzik jak zwykle zadzwonił o 7:00, więc
miałam aż godzinę do rozpoczęcia zajęć. Przecierając oczy podniosłam się z
łóżka i podreptałam do łazienki w tempie zombie. Na szafce obok umywalki leżały
przygotowane poprzedniego dnia ubrania. Założyłam na siebie czerwone rurki i
czarną bluzę z napisem SWAG. Następnie umyłam zęby, zwilrzonym wacikiem
przetarłam skórę na twarzy, nałożyłam podkład i tuszem do rzęs dopełniłam swój
makijaż. Sprawdziłam jeszcze raz czy w mojej torbie znajdują się wszystkie
potrzebne na dzisiaj rzeczy. Założyłam ją na ramię i poszłam do kuchni gdzie
czekali na mnie wszyscy domownicy. Z uśmiechem na ustach przywitała mnie moja
przyrodnia siostra a za razem najlepsza przyjaciółka, Rose.
-Witajcie, co dzisiaj na śniadanie?- Spytałam z ciekawością -O, Carly już wstałaś!
Specialnie dla ciebie usmażyłam naleśniki i wycisnęłam sok ze świerzych
pomarańczy.
- Odparła Maria , moja przyrodnia mama , zdejmując naleśnika z patelni na talerz następnie mi go podając. -Dziękuję, jesteś wspaniała Mario.-Powiedziałam całując ją w policzek.
- Odparła Maria , moja przyrodnia mama , zdejmując naleśnika z patelni na talerz następnie mi go podając. -Dziękuję, jesteś wspaniała Mario.-Powiedziałam całując ją w policzek.
Szybko uwinęłam się ze śniadaniem i pomknęłam na autobus razem z Rose i moim rodzonym bratem
Zackiem. Na przystanku czekał również gang który przez dwa lata rządził
Stratford. Rose od razu podbiegła do Rayana z którym się przyjaźniła. Ja
starałam się trzymać od nich z daleka. W szkole byłam prymuską i nie chciałam
sobie popsuć dobrej opnii nauczycieli.
-Hej, chłopaki!- Krzyknęła biegnąc w ich stronę. -Cześć!- powiedzieli chórem.
Przyglądałam się im z bezpiecznej odległości, gdy nagle z
tansu wyrwał mnie nadjeżdżający autobus.
Gdy się zatrzymał wszyscy do niego wsiedliśmy i ruszyliśmy w stronę
szkoły. Przez całą drogę słuchałam
różnego rodzaju piosenek przez słuchawki. Zamknęłam oczy, aby wsłuchać się w
muzykę. Poczułam, że ktoś siada obok mnie i spowrotem zeszłam na ziemię. Był to
Jack, szkolny podrywacz, który zawsze działał mi na nerwy. Odwróciłam się do
okna aby nie musieć na niego patrzeć. Chwilę później autobus zatrzymał się
przed szkolnym budynkiem. Zaczęłam zmierzać w stronę drzwi wejściowych gdy
poczułam, że ktoś łapie mnie za tyłek. Gdy się odwróciłam zobaczyłam śmiejących
się chłopaków w towarzystwie Rose i Jacka. Na mojej twarzy od razu pojawił się
rumieniec. Mój brat błyskawicznie wkroczył do akcji.
-Co wy odwalacie?- Krzyknął , popychając Jacka. -Ej! Dobra, spokojnie. Po prostu
twoja siostra to niezła laska.- Powiedział ze swoim słynnym, łobuzerskim
uśmieszkiem.
Parsknęłam śmiechem,
gdy nagle poczułam na sobie wszystkie pary oczu. Zack odwrócił mnie w stronę
drzwi i weszliśmy razem do głównego korytarza. Chwilę póżniej znaleźliśmy się w
sali przyrodniczej. Jak zwykle na lekcji geografii usiadłam w ławce przy oknie
razem ze szkolnym śmierdzielem. Byłam na niego skazana, ponieważ nikt inny nie
miał ochoty ze mną siedzieć. Lekcja zdawała się nie mieć końca a smród kolegi z
ławki nie pozwalał mi się skupić. Myślałam o wszystkim oprócz o tym, o czym
mówiła Pani Marshal. Nagle usłyszałam:
-Carly Anne Jones, powtórz to co przed chwilą powiedziałam!-
Krzyknęła w moją stronę ze srogim wyrazem twarzy. -Yyy…No…Yyy- Jąkałam się
strasznie a cała klasa wpatrywała się we mnie uważnie.
–Dobrze. W takim razie zostaje Pani dzisiaj po lekcjach, Panno Jones.-Powiedziała
z bardzo irytującym wyrazem twarzy-A teraz skup się na lekcji!
Przewróciłam oczami i wydałam z siebie cichy śmiech za
oznaką pogardy. 10 minut późniejzadzwonił dzwonek puszczając nas na przerwę. Musiałam przetrwać
jeszcze pięć nudnych lekcji. Już
chciałam wychodzić ze szkoły gdy nagle Pani Marshal zatrzymała mnie,
przypominając o dzisiejszej kozie.
__________________________________
I jak się podoba pierwszy rozdział? :)
__________________________________
I jak się podoba pierwszy rozdział? :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz