Rose POV
Po wysłuchaniu historii, która przytrafiła się Carly serce
stanęło mi w gardle. Gdy Się rozłączyłyśmy nie wiedziałam co zrobić i jak
mogłam jej pomóc. Postanowiłam zadzwonić do Justina i poinformować go o tym.
Wybrałam jego numer.
*ROZMOWA TELEFONICZNA*
-Czego chcesz Rose? -Carly
poleciała do Atlanty aby odwiedzić swoich rodziców. Przy recepcji spotkała
jakiegoś kolesia, który zaprosił ją na drinka. Poszła z nim na tego cholernego
drinka i nachlała się strasznie. Ten koleś ją zgwałcił a rano jeszcze do tego
okradł.
-Czekaj. Co?!
-Słyszysz.
-Ja
pierdole. Rose, co ty? Najebałaś się czegoś?
-Nie!!
Mówię ci całkiem poważnie.
–Dobra.
Czy Carly mówiła ci jak nazywał się ten koleś?
-Tak.
–No to.. Jak miał na
imię?
-Martin, Martin Corveig.
–Cholera.
Jesteś pewna?
-Tak.
Znasz go?
-Niestety
miałem z nim do czynienia. Jeśli Martin uciekł od niej rano to znaczy, że
planuje coś lub już coś zrobił. Z nim nie ma żartów. –Jezu.
–Lecę
do Atlanty.
*KONIEC ROZMOWY TELEFONICZNEJ*
Rozłączył się bez słowa.
Justin`s POV
Carly była w niebezpieczeństwie. Szybko spakowałem torbę i
wybiegłem z domu. Wsiadłem w samochód i zacząłem zmierzać w stronę lotniska.
Wszedłem do głównego budynku. Od razu podszedłem do bramki przez, którą
wpuszczali pasażerów do samolotu. Stała przy niej piękna, lecz nie piękniejsza
od Carly, kobieta sprawdzająca bilety. Już chciałem wbiegać do środka, lecz ta
zatrzymała mnie.
-Poproszę bilecik.-Uśmiechnęła się. Spuściłem głowę
przypominając sobie, że nie mam go.
-Proszę Pani. Jest taka sprawa. Bo ja nie
mam biletu. –Powiedziałem drapiąc się w tył głowy.
–Niestety nie mogę Pana
wpuścić.-Spojrzała na mnie przepraszająco.-Dalej!-Krzyknęła do mężczyzny stojącego
za mną. Położyłem rękę na jej ramieniu.
-Pokłóciłem się z dziewczyną. Ona
poleciała do Atlanty i przed chwilą dowiedziałem się od jej przyjaciółki, że
mój śmiertelny wróg ją zgwałcił i okradł. Oczy kobiety się zeszkliły. Chwilę
wpatrywała się we mnie gdy nagle odsunęła się odsłaniając mi drogę rękawa
samolotu. Spojrzałem się na nią z nie dowierzeniem w oczach i pocałowałem ją
gwałtownie w policzek, trzymając jej twarz w dłoniach. Usiadłem na wolnym
miejscu i czekałem aż wzniesiemy się w górę. Po starcie postanowiłem przysnąć
gdy nagle obudził mnie dzwonek czyjegoś telefonu. Zorientowałem się, że telefon
należał do kogoś siedzącego przede mną. Mężczyzna mówił do słuchawki.
-Macie ich
wszystkich? Całą czwórkę? Wsłuchiwałem się uważnie.-Jak to Martin ją zgwałcił?!
To jest moja działka.-Zaśmiał się szyderczo. W tym momencie zrozumiałem, że
przede mną siedział koleś, który przyczynił się do tego co stało się mojemu
aniołowi. Postanowiłem nie robić nic głupiego pod wpływem emocji i poczekać aż
samolot wyląduje w Atlancie. Godzinę później usłyszałem komunikat ``Proszę
zapiąć pasy. Lądujemy.``. Zrobiłem to. Po zatrzymaniu się wysiadłem nie chcąc
być zauważonym przez tajemniczego mężczyznę. Jednak nie udało mi się to. Gdy
tylko postawiłem nogę poza latającym środkiem transportu poczułem zimną broń
przyłożoną do mojej skroni.
-Witam, Panie Bieber. Chwilę stałem bez ruchu, nic
nie odpowiadając chwyciłem jego nadgarstek i wykręciłem go. Usłyszałem głośne
chrupnięcie. Teraz pistolet był w mojej dłoni. Odwróciłem się a moje oczy
ujrzały trzymającego się za nadgarstek, Nathana.
-Jak to możliwe?! Przecież ja cię zabiłem.-Stałem
ze szeroko otwartymi oczami.
–Ze mną nie jest tak łatwo Bieber.-Zaśmiał się
_______________________________________
Co się stanie dalej? Piszcie komentarze, one nas bardzo cieszą. Do zobaczenia w WTOREK. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz