piątek, 17 stycznia 2014

Twenty six



Carly`s POV
Wyszłam z lotniska i skierowałam się w stronę taksówki stojącej przy przystanku autobusowym. Otworzyłam drzwi żółtego pojazdu i usadowiłam się w środku na tylnym siedzeniu wciągając za sobą moją szarą, wielką walizkę. Spojrzałam się na kierowcę. 
-Gdzie?-Spytał bardzo oschłym i nieprzyjaznym głosem. 
–Poproszę, na Royal Street pod hotel ``Gold``.-Odpowiedziałam lekko wystraszona. Mężczyzna ruszył gwałtownie. Jechał ogólnie bardzo szybko z tego względu po jakiś 15 minutach byłam pod hotelem. Przed wyjściem z auta zapłaciłam właściwą sumę pieniędzy nie odzywając się przy tym ani słowem. Weszłam do hotelu a moje oczy otworzyły się szeroko. Rozglądałam się po wielkim holu wypełnionym ludźmi. Na białych ścianach wisiało mnóstwo stonowanych kolorystycznie obrazów. Ujrzałam również dwie wielkie sofy i ogromną recepcję rozciągającą się wzdłuż całej ściany. Podeszłam do niej.
-Dzień Dobry, ja miałam rezerwację na nazwisko Jones.-Recepcjonistka patrzyła na mnie z uwagą po czym zaczęła stukać w klawiaturę od komputera i spoglądać w niego co chwilę.
-Pani Carly Anne Jones?-Zapytała podnosząc brwi.                                                                                  -Zgadza się.-Kobieta sięgnęła za siebie po kluczyk od mojego pokoju.
-Proszę.-Powiedziała uśmiechając się nieszczerze. 
-Dziękuję.-Wzięłam kluczyk i odwróciłam się przewracając oczami. Zaczęłam zmierzać w stronę windy gdy nagle ktoś mnie zatrzymał
-Witaj. Jestem Martin Corveig.-Powiedział nieznajomy wyciągając do mnie rękę. Pomyślałam, że powinnam odejść, lecz nie zrobiłam tego. Prawie rzuciłam szkołę to czemu nie mogłam  poznać kogoś nowego jeśli z Justinem było już wszystko skończone.
-Hej. Jestem Carly Jones.-Powiedziałam chwytając jego dłoń. 
–Może ci pomóc?-Wskazał na walizkę. 
 –Nie dzięki. Poradzę sobie.-Oznajmiłam chwytając za rączkę od bagażu. 
–No dobra. Na ile przyjechałaś?-Włożył ręce do kieszeni tak aby jego kciuki wystawały.                                                                                                                                                                                             –Na dwa tygodnie. A ty?-Posłałam mu pytające spojrzenie.    
–Też. A może chciała byś pójść ze mną dzisiaj na jakiegoś drinka?-Zastanawiałam się nad odpowiedzią przez jakąś chwilę. Pomyślałam, że to nic złego i, że Martin to całkiem miły gość pomijając fakt, że poznałam go zaledwie 5 minut temu. 
-Jasne. Mój pokój to 230 na drugim piętrze.-Powiedziałam spoglądając jednym okiem na kluczyk aby się nie pomylić.-Przyjdź o 20:00. Posłałam mu buziaka i wsiadłam do windy. Chwilę potem byłam w moim pokoju a raczej apartamencie. Był wielki, wypełniony meblami, posągami i obrazami. Odnajdując szufladę dość wielką rozpakowałam ubrania i wsadziłam je w nią. Wyciągałam bluzkę gdy nagle dostałam sms.
                                                                                                                                                                                 Tata ``Spotkajmy się w parku na Smootch Street, jutro o 14. Okej?``                                                                Ja ``Jasne. Nie mogę się doczekać aż was zobaczę. Buziaczki``
Nie dostałam odpowiedzi. Zorientowałam się, że zegar wybije zaraz 20:00 i przypomniałam sobie o obiecanym Martinowi drinku. Wciągnęłam na siebie czerwoną, obcisłą sukienkę i spięłam ładnie włosy.  Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam w ich progu Corveiga.
- Ale jesteś seksowna.-Powiedział wypuszczając z płuc powietrze i pocierając wewnętrzną stroną ręki, czoło. 
–Dziękuję.-Momentalnie moje policzki poczerwieniały. Zapadła chwila ciszy.
-No to chodźmy.-Przerwał ją łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę hotelowego baru. Przez ponad dwie godziny piliśmy i śmialiśmy się w swoim towarzystwie gdy nagle Martin zaproponował coś czego z pewnością gdybym była trzeźwa nie chciała bym słyszeć.
-Może pójdziemy do ciebie? -Wstałam z krzesła lekko się chwiejąc.
-Jasne.-Wymamrotałam. 
Chłopak wziął mnie pod ramię i zaprowadził do pokoju. Zaczął bardzo namiętnie mnie całować przyciskając do ściany. Po chwili zorientowałam się na co tak naprawdę dałam mu zgodę. Zaczęłam się wyrywać, lecz on był silniejszy i nie przerywając pocałunku  chwycił mnie za nadgarstki. Nie chcąc tego kopnęłam go w krocze. Ten skulił się a gdy już wstał uderzył mnie pięścią w głowę. Zemdlałam. Obudziłam się rano. Leżałam na łóżku sama, naga. Zgwałcił mnie kiedy ja byłam nie przytomna. Co za skurwysyn, pomyślałam. Wstałam cała obolała gdy nagle zorientowałam się, że dupek zdążył mnie okraść. Szybko pobiegłam do torebki aby sprawdzić czy był na tyle mądry aby nie wziąć z niej telefonu. Był tam. Odetchnęłam z ulgą. Weszłam w kontakty i wybrałam numer Rose.
                                                                                                                                                            *ROZMOWA TELEFONICZNA*
-Rose!                                                                                                                                               -Carly, co się dzieje?!                                                                                                                                  -Wczoraj gdy odeszłam już od recepcji po odebraniu kluczyka zaczepił mnie Martin Corveig, poznałam go wczoraj, no i on mi zaproponował randkę i ja z nim poszłam i się nachlałam. Poszliśmy do mnie do pokoju i on mnie zgwałcił a potem jeszcze do tego  okradł.                                                                                                         
- Dobra, nie płacz. Przecież dzisiaj spotykasz się z rodzicami. Powiedz im o tym.                                                                                                              
-Wiem. Zaraz do nich zadzwonię. Muszę kończyć.                                                                                   -Pa. Trzymaj się.
*KONIEC ROZMOWY TELEFONICZNEJ*

Chyba z pięć razy próbowałam dodzwonić się do rodziców i nawet do Zacka. Nie odbierali ani nie odpisywali na sms-y. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że dochodzi godzina spotkania z rodzicami. Ubrałam się w pierwszy lepszy zestaw i chwyciłam za torebkę. Jak najszybciej chciałam być na miejscu. Dobra, zobaczyłam tabliczkę z napisem ``Park na Smootch Street``. Zaczęłam się rozglądać ale nikogo nie było. Nagle poczułam jak ktoś przykłada pistolet do mojej skroni. Stałam bez ruchu. Zwróciłam oczy w jego stronę i zobaczyłam tego taksówkarza. 
-Pakuj się do auta!-Wrzasnął. Potem związał moje ręce grubym sznurem. Podeszłam do samochodu a on związał mi również nogi i zalepił usta taśmą klejącą. Wziął i przerzucił przez ramię, wpakował do bagażnika dużego samochodu. Zaczęłam się rozglądać za czymś co pomogło by mi w uwolnieniu się ale zobaczyłam tylko moich rodziców i Zacka w takiej samej sytuacji.

______________________

Wiemy, że długo nie dodawałyśmy rozdziałów. PRZEPRASZAMY! Od dziś nowe posty dodawać będziemy w WTORKI, PIĄTKI i NIEDZIELE. Fajnie by było gdybyście komentowali, ponieważ nie wiemy czy wam się podoba. Kochamy was i dziękujemy, że w ogóle ktoś czyta. :* <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz