Carly`s
POV
-Justin, to piękne ale ja nie mogę.-Westchnęłam i spojrzałam
się na swoje ręce.
Justin podniósł moją brodę palcem wskazującym i kciukiem tak
aby nasze wzroki się spotkały.
-Możesz Miley
-Że co?! Ja jestem Carly! Hello! Rozumiem, że
za nią tęskni ale to chyba trochę dziwne czuć, że jest się jakimś marnym
zastępstwem, pocieszeniem. A może on sobie wyobrażał, że ja to ta Miley?
-Znaczy
Carly.
–Justin,
powiedz mi coś szczerze. Czy ty uważasz mnie za pocieszenie i zastępstwo?
-Nie!
Broń Boże Carly! Ja po prostu się zamyśliłem. Przepraszam. Musisz wiedzieć, że
to dla mnie ciężkie. Wtedy gdy znalazłem ciebie w łazience przypomniało mi się
tamto.
–Czy tylko dlatego mnie wtedy uratowałeś?-Posmutniałam.
–Nie.
Ja chciałem wtedy żebyś TY żyła. Nie chodziło o jakąś ponowna próbę ratowania
Miley.-Machnął rękoma.
–Dobrze.
Rozumiem i dziękuję.
–Carly
proszę przyjmij ode mnie ten naszyjnik. Naprawdę koch…-Przerwał.- Nie ja tak nie mogę.
–Co
się dzieje?-Niepewnie złapałam go za ramię.
–Musisz
odejść.-Łzy zaczęły kapać mu po policzkach.
–Co?!-Wytrzeszczy łam
oczy.-Jak to? Nie kochasz mnie? Masz dosyć, prawda? Tego mojego narzekania,
ciągłych pytań? Dobrze. Tak więc odchodzę. Z nami koniec. I teraz nie licz na
to, że zwykłe przepraszam wszystko załatwi. Policzkowałeś mnie, nazywałeś mnie
Miley, nie rozumiesz tego, że ja też potrzebuje czasu dla przyjaciół,
wszczynasz jakieś głupie kłótnie, mówisz niepotrzebne słowa, widzisz we mnie
tylko i wyłącznie zabawkę, widzisz we mnie wszystko… oprócz prawdziwej
mnie.-Splunęłam.- Robisz mi nadzieję. Bo ja cię kocham i byłam przekonana, że
ty mnie też. Myliłam się co do ciebie, Justin. –Nic już nie mówiąc odwróciłam
się w stronę schodów. Wbiegłam na górę do mojego pokoju i zamknęłam drzwi.
Cholera. Zawsze kiedy Justin chce mi przedstawić tą swoja zasraną niespodziankę
coś musi się między nami dziać. Myślałam tak jakąś chwile gdy nagle usłyszałam,
że ktoś otwiera okno. Spojrzałam się i zobaczyłam tego samego gościa, który
chciał mnie zabić w tej pieprzonej łazience. Chciałam otworzyć drzwi i uciekać
ale zamek się zaciął. Spanikowałam.
-Justin!
Justin! Pomocy! To Nathan! Wchodzi do pokoju!-Wrzeszczałam jak opętana
waląc pięściami w drzwi.
–Nie
jest mi teraz do śmiechu ,Carly.-Usłyszałam z dołu.
–Kurwa!
Justin! Ja nie żartuję on tu jest ale okno się zacięło i nie może wejść!
Justin! Nie mogę wyjść z pokoju!
-Odsuń się!-Usłyszałam już zza drzwi.
Zrobiłam to o co mnie prosił. Nagle drzwi pod wpływem
kopnięcia Justina wyleciały z zawiasów lądując niemalże na końcu pokoju. Justin
podbiegł do mnie, wziął na ręce i zbiegł na dół od razu kierując się do
samochodu. Wsiedliśmy do niego i odjechaliśmy.
-Gdzie jedziemy?-Zapytałam skulona ze strachu.
–Gdzieś
gdzie nas nie znajdą-Powiedział.-Odwróć się do tyłu i patrz czy za nami
jedzie.-Nie chcąc go wkurzać zrobiłam to o co prosił.
–Jedzie
za nami i to nie sam.-Zmartwiłam się nie będąc pewna, że wyjdziemy z tego cało.
–Kurwa.-Powiedział
zupełnie bez jakichkolwiek emocji.
–Justin,
przepraszam ja nie chciałam tego mówić.-Żałowałam strasznie.
–Nie. Nie
przepraszaj. Ty powiedziałaś po prostu to co czujesz. To ja powinienem był cię
przeprosić. Justin skręcił w jakąś boczną uliczkę.
–Zgubiliśmy
ich.-Powiedziałam z lekką ulgą w głosie.
–Pojedziemy
gdzieś gdzie nas nie znajdą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz