Carly`s POV
Po tym wszystkim byłam bardzo zmęczona. Oczy praktycznie
same mi się zamykały. Postanowił ulec bezsilności i zasnęłam. Spałam chyba dość
długo. Przez moją głowę przelatywało mnóstwo snów. Jeden był smutny i
dramatyczny, drugi wesoły i z happy end-em. Śniło mi się wszystko, poprzez
latające króliki aż do sceny mojego
samobójstwa. Po tym najgorszym z najgorszych snów obudziło mnie lekkie
szturchanie i zimne powietrze otulające moją skórę i powodujące pojawienie się
gęsiej skórki.
-Jesteśmy. Carly obudź się.
Piękny i cudowny głos Justina spowodował wielki i szczery
uśmiech na mojej twarzy. Każdy z moich białych zębów ujrzał światło dzienne.
Powoli otworzyłam oczy mrugając by oswoić się ze światłem. Wyciągnęłam ręce w
górę i na siedzeniu przeciągnęłam się. Justin wsunął jedną rękę pod moje kolana a drugą trzymał przy plecach
i uniósł mnie następnie wyciągając z samochodu. Na przywitanie dostałam buziaka
w czoło.
-Długo spałam? Gdzie jesteśmy?
Pytałam jeszcze przecierając oczy. Nie za bardzo wiedziałam
w jakim miejscu się znajdowaliśmy.
-Nie martw się. Tutaj jesteśmy bezpieczni.
–Dobra.
Ale gdzie będziemy mieszkać?
Lekko się skrzywiłam ponieważ nigdzie nie było widać żadnego
domu albo chociażby czegoś w rodzaju chatki. Wszędzie było pełno drzew i gdzieś
blisko było morze. Słyszałam fale uderzające o brzeg, więc plaża nie mogła być
daleko. Justin tak samo jak ja rozglądał się po okolicy. Czułam jak wdycha
powietrze. Bardzo przydał się nam wtedy takie wakacje szczególnie po tym co się
stało. Przeszliśmy razem wiele.
*WSPOMNIENIE*
–Justin,
powiedz mi coś szczerze. Czy ty uważasz mnie za pocieszenie i zastępstwo?
-Nie! Broń Boże Carly! Ja po
prostu się zamyśliłem. Przepraszam. Musisz wiedzieć, że to dla mnie ciężkie.
Wtedy gdy znalazłem ciebie w łazience przypomniało mi się tamto.
–Czy tylko dlatego
mnie wtedy uratowałeś?-Posmutniałam.
–Nie. Ja chciałem wtedy żebyś
TY żyła. Nie chodziło o jakąś ponowna próbę ratowania Miley.-Machnął
rękoma.
–Dobrze.
Rozumiem i dziękuję.
–Carly proszę przyjmij ode
mnie ten naszyjnik. Naprawdę koch…-Przerwał.-
Nie ja tak nie mogę.
–Co się dzieje?-Niepewnie złapałam go za
ramię.
–Musisz odejść.-Łzy zaczęły kapać mu po policzkach.
–Co?!-Wytrzeszczyłam oczy.-Jak to? Nie kochasz mnie? Masz dosyć, prawda?
Tego mojego narzekania, ciągłych pytań? Dobrze. Tak więc odchodzę. Z nami
koniec. I teraz nie licz na to, że zwykłe przepraszam wszystko załatwi.
Policzkowałeś mnie, nazywałeś mnie Miley, nie rozumiesz tego, że ja też
potrzebuje czasu dla przyjaciół, wszczynasz jakieś głupie kłótnie, mówisz
niepotrzebne słowa, widzisz we mnie tylko i wyłącznie zabawkę, widzisz we mnie
wszystko… oprócz prawdziwej mnie.-Splunęłam.- Robisz mi nadzieję. Bo ja cię
kocham i byłam przekonana, że ty mnie też. Myliłam się co do ciebie, Justin.
–Nic już nie mówiąc odwróciłam się w stronę schodów. Wbiegłam na górę do mojego
pokoju i zamknęłam drzwi. Cholera. Zawsze kiedy Justin chce mi przedstawić tą
swoją zasraną niespodziankę coś musi się między nami dziać.
Ale to wszystko to już przeszłość. W każdym związku są wzloty
jak i upadki. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Bez względu na to jak wygląda
nasze życie, do końca będziemy razem i żaden zasrany Nathan tego nie zniszczy.
Justin wreszcie się ruszył. Nadal ze mną na rękach zaczął zmierzać w stronę…
tak właściwie to nie wiedziałam w czego
stronę szedł. Po chwili z gęstych drzew wyłonił się domek, taki zwykły
drewniany domek. Nic nadzwyczajnego ale jak cieszy. Gdy pomyślałam, że tylko ja
i Justin, sam na sam, będziemy tam mieszkać już zaczęłam snuć plany na cały
nasz pobyt tutaj jednak nie zapominałam o tym, że musimy być ostrożni i czujni
jak nigdy ponieważ teraz po tym wszystkim nie wiadomo gdzie jest gang Nathana i
co planuje. Spoglądając drugi, trzeci, czwarty raz na domek czułam niepokój i
niepewność, która już zżerała mnie od środka. Był podejrzany, może to dziwne
ale czułam, że nie jesteśmy tutaj całkiem bezpieczni. Cały czas próbowałam
sobie wmawiać, że przy Justinie jestem bezpieczna i nic mi się nie stanie. Weszliśmy
do środka. Wnętrze wydawało się zupełnie nie pasować do wyglądu z zewnątrz.
Ściany zupełnie białe, czarne meble, plazmowy telewizor, szklany stół, żyrandol
z diamentami i wielkie okna z których można było zobaczyć niemal całą plażę. W
sumie to nie wyglądało aż tak źle ale to zupełnie nie mój styl. Był to
dwupiętrowy domek. Kręte, czarne, metalowe schody prowadziły do pokojów
umieszczonych na górze. Justin postawił mnie na ziemi. Zdjął skórzaną kurtkę,
otworzył szafę po czym powiesił ją na jednym z wieszaków. Uważnie przyglądałam
się każdemu jego ruchowi. Po chwili odwrócił się do mnie i
wyciągnął rękę w moją stronę. Przypatrywałam się jej nie wiedząc czego ode mnie
oczekuje.
-To dasz mi swoją kurtkę?
Bez dłuższego myślenia ściągnęłam z siebie dżinsową kurtkę i
podałam ją Justinowi.
-Mało rozmowna jesteś. Czemu?
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Bałam się cokolwiek mówić
ponieważ mam dziwne przeczucie, że ktoś
nas obserwuje. Ale pomyślałam, że to przecież tylko przeczucia i postanowiłam
je zignorować.
-Po prostu jeszcze jestem trochę zaspana. Muszę się
przebudzić i będzie w porządku.
–Nie Carly. Powiedz co naprawdę się dzieję.
Włożył ręce do kieszeni i świdrował mnie wzrokiem.
-No bo ja mam takie dziwne uczucie… Ale to nie ważne.
Machnęłam lekceważąco ręką. Cały czas uważnie przyglądałam
się moim stopom które teraz były w centrum mojej uwagi.
-No powiedz. Proszę.
Zaczął powoli do mnie podchodzić robiąc drobne kroczki w
przód.
-No bo ja czuje jakby … ohh to głupie.
Nie chciałam mu powiedzieć bo to tylko moje głupie wrażenie a
to mogłoby zniszczyć nasz cały pobyt tutaj. Wkurzył by się i na pewno od razu
chciałby stąd wyjeżdżać.
-Wcale nie. No powiedz.
Wymyśliłam najgłupszą rzecz jaką mogłam wymyślić. Powiedziałam
coś totalnie od czapy i bez sensu.
-No bo mam przeczucie, że mi się okres zbliża.
Justin skrzywił się a ja ledwie powstrzymywałam się od
śmiechu.
-Weź mnie tak na przyszłość nie strasz, okej?
Odetchnęłam z ulgą. Justin w to uwierzył. Szczerze mówiąc to
nie byłam pewna, że da się na to nabrać.
-Okej.
Podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek.
boski :*
OdpowiedzUsuń