wtorek, 11 marca 2014

Thirteen Three



Carly`s POV
Po tym wszystkim byłam bardzo zmęczona. Oczy praktycznie same mi się zamykały. Postanowił ulec bezsilności i zasnęłam. Spałam chyba dość długo. Przez moją głowę przelatywało mnóstwo snów. Jeden był smutny i dramatyczny, drugi wesoły i z happy end-em. Śniło mi się wszystko, poprzez latające króliki aż do sceny  mojego samobójstwa. Po tym najgorszym z najgorszych snów obudziło mnie lekkie szturchanie i zimne powietrze otulające moją skórę i powodujące pojawienie się gęsiej skórki.
-Jesteśmy. Carly obudź się.
Piękny i cudowny głos Justina spowodował wielki i szczery uśmiech na mojej twarzy. Każdy z moich białych zębów ujrzał światło dzienne. Powoli otworzyłam oczy mrugając by oswoić się ze światłem. Wyciągnęłam ręce w górę i na siedzeniu przeciągnęłam się. Justin wsunął jedną rękę  pod moje kolana a drugą trzymał przy plecach i uniósł mnie następnie wyciągając z samochodu. Na przywitanie dostałam buziaka w czoło.
-Długo spałam? Gdzie jesteśmy?
Pytałam jeszcze przecierając oczy. Nie za bardzo wiedziałam w jakim miejscu się znajdowaliśmy.
-Nie martw się. Tutaj jesteśmy bezpieczni.                                                                                                                                                     –Dobra. Ale gdzie będziemy mieszkać?
Lekko się skrzywiłam ponieważ nigdzie nie było widać żadnego domu albo chociażby czegoś w rodzaju chatki. Wszędzie było pełno drzew i gdzieś blisko było morze. Słyszałam fale uderzające o brzeg, więc plaża nie mogła być daleko. Justin tak samo jak ja rozglądał się po okolicy. Czułam jak wdycha powietrze. Bardzo przydał się nam wtedy takie wakacje szczególnie po tym co się stało. Przeszliśmy razem wiele.
*WSPOMNIENIE*
–Justin, powiedz mi coś szczerze. Czy ty uważasz mnie za pocieszenie i zastępstwo?                                                                                                                                                                        -Nie! Broń Boże Carly! Ja po prostu się zamyśliłem. Przepraszam. Musisz wiedzieć, że to dla mnie ciężkie. Wtedy gdy znalazłem ciebie w łazience przypomniało mi się tamto.                                                                                                  
 –Czy tylko dlatego mnie wtedy uratowałeś?-Posmutniałam.                                                                                                                                                                                                 
–Nie. Ja chciałem wtedy żebyś TY żyła. Nie chodziło o jakąś ponowna próbę ratowania Miley.-Machnął rękoma.                                                                                                                                                                                                                    
 –Dobrze. Rozumiem i dziękuję.                                                                                                                                                                        
 –Carly proszę przyjmij ode mnie ten naszyjnik. Naprawdę koch…-Przerwał.-  Nie ja tak nie mogę.                                                                                                                                                            
–Co się dzieje?-Niepewnie złapałam go za ramię.                                                                                                                                                                                              –Musisz odejść.-Łzy zaczęły kapać mu po policzkach.                                                                                                                                                                    –Co?!-Wytrzeszczyłam oczy.-Jak to? Nie kochasz mnie? Masz dosyć, prawda? Tego mojego narzekania, ciągłych pytań? Dobrze. Tak więc odchodzę. Z nami koniec. I teraz nie licz na to, że zwykłe przepraszam wszystko załatwi. Policzkowałeś mnie, nazywałeś mnie Miley, nie rozumiesz tego, że ja też potrzebuje czasu dla przyjaciół, wszczynasz jakieś głupie kłótnie, mówisz niepotrzebne słowa, widzisz we mnie tylko i wyłącznie zabawkę, widzisz we mnie wszystko… oprócz prawdziwej mnie.-Splunęłam.- Robisz mi nadzieję. Bo ja cię kocham i byłam przekonana, że ty mnie też. Myliłam się co do ciebie, Justin. –Nic już nie mówiąc odwróciłam się w stronę schodów. Wbiegłam na górę do mojego pokoju i zamknęłam drzwi. Cholera. Zawsze kiedy Justin chce mi przedstawić tą swoją zasraną niespodziankę coś musi się między nami dziać.
Ale to wszystko to już przeszłość. W każdym związku są wzloty jak i upadki. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Bez względu na to jak wygląda nasze życie, do końca będziemy razem i żaden zasrany Nathan tego nie zniszczy. Justin wreszcie się ruszył. Nadal ze mną na rękach zaczął zmierzać w stronę… tak właściwie  to nie wiedziałam w czego stronę szedł. Po chwili z gęstych drzew wyłonił się domek, taki zwykły drewniany domek. Nic nadzwyczajnego ale jak cieszy. Gdy pomyślałam, że tylko ja i Justin, sam na sam, będziemy tam mieszkać już zaczęłam snuć plany na cały nasz pobyt tutaj jednak nie zapominałam o tym, że musimy być ostrożni i czujni jak nigdy ponieważ teraz po tym wszystkim nie wiadomo gdzie jest gang Nathana i co planuje. Spoglądając drugi, trzeci, czwarty raz na domek czułam niepokój i niepewność, która już zżerała mnie od środka. Był podejrzany, może to dziwne ale czułam, że nie jesteśmy tutaj całkiem bezpieczni. Cały czas próbowałam sobie wmawiać, że przy Justinie jestem bezpieczna i nic mi się nie stanie. Weszliśmy do środka. Wnętrze wydawało się zupełnie nie pasować do wyglądu z zewnątrz. Ściany zupełnie białe, czarne meble, plazmowy telewizor, szklany stół, żyrandol z diamentami i wielkie okna z których można było zobaczyć niemal całą plażę. W sumie to nie wyglądało aż tak źle ale to zupełnie nie mój styl. Był to dwupiętrowy domek. Kręte, czarne, metalowe schody prowadziły do pokojów umieszczonych na górze. Justin postawił mnie na ziemi. Zdjął skórzaną kurtkę, otworzył szafę po czym powiesił ją na jednym z wieszaków. Uważnie przyglądałam się  każdemu jego  ruchowi. Po chwili odwrócił się do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę. Przypatrywałam się jej nie wiedząc czego ode mnie oczekuje.
-To dasz mi swoją kurtkę?
Bez dłuższego myślenia ściągnęłam z siebie dżinsową kurtkę i podałam ją Justinowi.
-Mało rozmowna jesteś. Czemu?
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Bałam się cokolwiek mówić ponieważ  mam dziwne przeczucie, że ktoś nas obserwuje. Ale pomyślałam, że to przecież tylko przeczucia i postanowiłam je zignorować.
-Po prostu jeszcze jestem trochę zaspana. Muszę się przebudzić i będzie w porządku.                                                                                
  –Nie Carly. Powiedz co naprawdę się dzieję.
Włożył ręce do kieszeni i świdrował mnie wzrokiem.                                                                                                                                                                                        
-No bo ja mam takie dziwne uczucie… Ale to nie ważne.                            
Machnęłam lekceważąco ręką. Cały czas uważnie przyglądałam się moim stopom które teraz były w centrum mojej uwagi.
-No powiedz. Proszę.
Zaczął powoli do mnie podchodzić robiąc drobne kroczki w przód.
-No bo ja czuje jakby … ohh to głupie.
Nie chciałam mu powiedzieć bo to tylko moje głupie wrażenie a to mogłoby zniszczyć nasz cały pobyt tutaj. Wkurzył by się i na pewno od razu chciałby stąd wyjeżdżać.
-Wcale nie. No powiedz.
Wymyśliłam najgłupszą rzecz jaką mogłam wymyślić. Powiedziałam coś totalnie od czapy i bez sensu.
-No bo mam przeczucie, że mi się okres zbliża.
Justin skrzywił się a ja ledwie powstrzymywałam się od śmiechu.
-Weź mnie tak na przyszłość nie strasz, okej?    
Odetchnęłam z ulgą. Justin w to uwierzył. Szczerze mówiąc to nie byłam pewna, że da się na to nabrać.
-Okej.
Podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek.

1 komentarz: