piątek, 24 stycznia 2014

Twenty eight



Carly`s POV
Zawieźli całą naszą czwórkę do jakiegoś starego, do połowy spalonego magazynu. Siedzieliśmy w tym zimnym , pustym pomieszczeniu cały czas próbując wydostać się z silnych wiązań na kostkach i nadgarstkach. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś gwałtownie otwiera drzwi. Dobrze zbudowany wysoki blondyn wszedł do pokoju potem podchodząc do nas po kolei i zrywając taśmy z naszych ust. Patrzył się na mnie z pożądaniem w oczach. Chwycił moją twarz i pocałował mnie. Próbował wepchnąć swój język do moich ust, lecz mu na to nie pozwoliłam. Ten, oburzony tym, że nie miałam chęci na lizanie się z nim, z policzkował mnie. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach, łagodząc ból spowodowany silnym uderzeniem. Moja mama zacisnęła mocno powieki nie chcąc na to patrzeć. Zaśmiał się i wyszedł nucąc coś pod nosem. Dupek.
-Mamo? -Nie odezwała się.
-Mamo!-Powtórzyłam o ton głośniej. Nadal cisza. W pomieszczeniu było słychać tylko szum wiatru. Pomyślałam, że to wszystko moja wina, to ja sprowadziłam na moją rodzinę takie kłopoty. Myślałam, że życie bez Justina będzie łatwiejsze, lecz tak nie jest. Od kąt z nim zerwałam. Wszystko mi się wali.                                                                                                                                                                                                                                                                                                 
Justin`s POV
Przekląłem ten dzień. To wszystko przeze mnie. Zamyśliłem się gdy nagle poczułem pięść uderzającą w mój brzuch. Upadłem na ziemię łapiąc się za bolące miejsce i wyplułem trochę krwi, po czym wstałem i zacząłem zmierzać w stronę Nathana. Z lewej, tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem pistolet i wymierzyłem kulkę prosto w jego ramię. Ten złapał się za nie a krew zaczęła tryskać na wszystkie strony. Mężczyzna zacisnął szczękę aby złagodzić ból i zamknął oczy. Wtedy postanowiłem się ulotnić i impro wizując pobiegłem do pobliskiego lasku.  Schowałem się za konarem drzewa. Mój wróg otworzył oczy i nadal trzymając się za krwawiące miejsce, wstał.
-I co Bieber? Chowasz się? Dobra, ale ja cię dorwę,  pożałujesz tego wszystkiego!-Krzyczał tak abym go usłyszał choć nie wiedział gdzie tak naprawdę jestem. Odwróciłem się ze śmiechem i poczuciem zwycięstwa. Zastanawiało mnie to jak na lotnisku pełnym ludzi nie mogli zauważyć takiej akcji. Myliłem się myśląc tak. Usłyszałem syreny policyjnych radiowozów i karetek. Odwróciłem się za siebie aby upewnić się, że naprawdę tam są.  Nie chcąc zostać złapanym pobiegłem przed siebie co chwilę spoglądając w tył. Zobaczyłem jak go aresztują. Zaśmiałem się do siebie. Chwilę potem byłem już po za lotniskiem. Wsiadłem do pierwszej lepszej taksówki. Poprosiłem aby kierowca zawiózł mnie pod hotel ``Golden`` w, którym jak twierdziła Rose miała nocować Carly. Auto zatrzymało się po jakichś 20 minutach. Bez zastanowienia wparowałem do holu wielkiego budynku, podbiegłem do recepcji.-Czy kojarzy Pani kogoś takiego jak Carly Jones? 
–Zapytałem zdyszany.    
–Tak. Ta Pani Jones wczoraj zameldowała się. A o co chodzi?  -Ignorując jej pytanie zadałem swoje.  
 -Czy wychodziła gdzieś dzisiaj?   
-Tak. Wybiegła z hotelu około 14:00. Wybiegłem nic nie mówiąc. Kobieta otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, lecz zrezygnowała przy tym kiwając głową przecząco i zapisując coś w zeszyciku. Gdy już byłem na dworze zacząłem się rozglądać za jakimiś wskazówkami. Nagle przypomniałem sobie gdzie gang ``The Blood`` ma swoją kryjówkę.  Nie było to daleko od miejsca w, którym aktualnie się znajdowałem. Postanowiłem biec. Niecałe 30 minut później znajdowałem się przed metalowymi drzwiami wielkiego magazynu. Nie chciałem narobić hałasu i w jakiś sposób zwrócić na siebie uwagę, chciałem przejść nie zauważony. Znów wyciągnąłem broń.
                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Carly`s POV
Ktoś chodził przy drzwiach po drugiej stronie w kółko. Postanowiłam podsłuchać jego rozmowę telefoniczną, którą właśnie prowadził.
-Co ty pierdolisz? Jak to jesteś w pudle?!Chwila ciszy.
-Bieber?!-Krzyknął. Mój oddech zatrzymał się gdy usłyszałam to nazwisko. Nagle przez inne, metalowe drzwi wszedł Justin z bronią w dłoni. Przyłożył palec wskazujący do ust sygnalizując tym, że mamy być cicho i nie zwracać na niego uwagi. Upewniając się, że w pobliżu nikogo nie ma podszedł do mnie i rozwiązał . Gdy tylko mogłam wstać wtuliłam się w niego ze łzami w oczach. Ten przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
-Nigdy cię już nie opuszczę.-Wymamrotał w moje włosy. Na moich ustach po raz pierwszy od tych kilku dni pojawił się szczery uśmiech. Chłopak podszedł do moich rodziców i Zacka, ich również uwolnił.  Moi rodzice patrzyli zdziwieni na całe to zdarzenie ponieważ nie wiedzieli nic o mnie i o Justinie. Wszyscy wyszliśmy z tego chorego miejsca. Zatrzymaliśmy się w wystarczającej odległości od magazynu, nikt stamtąd  nie byłby w stanie nas zauważyć. 

___________________________
 Przepraszamy, że dopiero teraz, ale miałyśmy wątpliwości czy ktoś w ogóle to czyta. zdecydowałyśmy, że skończymy to co zaczęłyśmy. :)   <3

1 komentarz:

  1. nie możecie kończyć z blogiem on jest super czekam na jeszcze

    OdpowiedzUsuń